piątek, 26 lipca 2013

Część 2 - bohaterka Patrycja Winiarska

  Już dziś, mianowicie 13 czerwca Mój klub - Resovia gra mecz z Jastrzębskim Węglem. Bardzo się cieszę, bo wychodzę już w pierwszym składzie. Wstałam wcześnie rano. Jak każda dziewczyna miałam problem z doborem odpowiednich ciuchów, ale w końcu zdecydowałam się na szare dresy z logiem klubu. Szybko poszłam do toalety. Zrobiłam szybki make-up i wybrałam się do kuchni. Moje śniadanie to jak zwykle musli owocowe. Kiedy dochodziła godzina 12:00 wyszłam z domu, ponieważ na 12:30 miałam stawić się na treningu. Wchodząc do szatni ujrzałam przebrane dziewczyny. Jak się później okazało czekały specjalnie na mnie. No tak, w końcu solidarność w zespole musi być. Po lekkim i krótkim treningu wszystkie poszłyśmy do szatni by trochę porozmawiać i wzajemnie się zmotywować przed bardzo ważnym dla nas meczem.
- Musimy to wygrać! - krzyknęłam radośnie, a dziewczyny tylko przytaknęły
- Patrycja ma rację, trzeba dać z siebie wszystko i co najważniejsze? - spytała Anna
- Walczyć do końca! - zakrzyknęłyśmy chórem
  Po krótkiej rozmowie do szatni zawitał trener. Wyjaśnił nam co i kiedy mamy robić. Ale także kto za kogo wejdzie w zmianach. Moją zmienniczką była Wiktoria. Trener długo nas motywował, aż w końcu krzyknął:
- Dobra! Dość tej gadaniny! Wychodzimy i co?!
- Dajemy z siebie wszystko!!
  Mecz był bardzo zacięty, szliśmy punkt za punkt, aż doszło do tie-break'a. Na nasze szczęście moje ataki punktowały, tak samo jak i blok Ani, Majki i Roksany. Tie-break'a wygrałyśmy 15 - 8, taki rezultat bardzo mi się podobał, bo w końcówce pokazałyśmy pazurek. Wszystkie w euforii radości opuściłyśmy halę i każda udała się w stronę swojego domu, by przebrać się na pomeczową imprezę. Tak jak rano stanęłam przed szafą i nie mogłam się zdecydować na odpowiednią sukienkę, aż w końcu założyłam sięgającą kolan czerwoną na ramiączka, zapinaną z tyłu. O równej 20:00 stawiłam się w klubie. Nasza potańcówka skończyła się po północy. Było świetnie, każdy trochę wypił, tym sposobem się wyluzował.
Jako pierwszy klub opuścił trener, a z racji tego iż nigdy nie lubiłam takich imprez, wyszłam zaraz po nim. W dość szybkim tempie znalazłam się w domu. Byłam bardzo zmęczona, wzięłam szybki, zimny prysznic, wskoczyłam w piżamę i położyłam się do łóżka. Oczy zamknęły mi się same, gdy tylko ułożyłam głowę na poduszce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz